Niekiedy naprawdę trudno odgadnąc o co jej chodzi kiedy płacze. Zazwyczaj jest po prostu głodna, czasem domaga się żeby ją ponosić, albo zmienić pieluchę. Ale zdarza się też, że z nadmiaru wrażeń nie może zasnąć. Wtedy jest strasznie marudna. Niby chce jeść, ale dostawiona do piersi odpycha się i głośno stęka, jej małe ciało napina się, paluszki zaciskają, a kwilenie zamienia się w coraz bardziej donośny płacz.
Czasem da się ten ocean zaniepokojenia opanować i ukoić, ale czasem najwytrwalsze wysiłki spełzają na niczym i zdają się skutkować jedynie coraz większym rozdrażnieniem.
To trochę jak joga - trzeba najpierw zajrzeć w głąb samego siebie i z dużą dozą samozaparcia uspokoić się samemu. Na przekór wrzaskom tej małej osoby znaleźć w sobie żelazny spokój, który jest jej tak potrzebny. I miarowo, szeptem przelewać go na tę małą istotkę, której każdy dzień życia przynosi ogrom emocji i niepokojów.
Tym razem mi się udało, choc z reguły to mama jest ostoją bezpieczeństwa.
Może dlatego, że wciąż jeszcze pulsowały mi we krwi endorfiny, które wyzwoliły się dzień wcześniej gdy wziąłem udział w XX Biegu Powstania Warszawskiego.
Tej soboty zamiast zaplanowanego treningu postanowiłem sprawdzić się w tzw. starcie kontrolnym. Mówi się tak o biegach ulicznych, które wypadają podczas okresu przygotowawczego i w których startuje się, by poznać swoje możliwości. Można wtedy przekonać się na własnej skórze, czy cały plan treningowy przynosi jakiekolwiek rezultaty. Oczywiście startuje się na krótszych dystansach niż maraton - miarodajne są zarówno starty na 10 km jak i na dystansie półmaratonu (21,097 km).
Wypadający w tym roku 24 lipca 10-kilometrowy nocny bieg upamiętniający Powstanie Warszawskie był świetną okazją, by zaliczyć taki właśnie kontrolny start.
Cel był jeden - przebiec 10 km w granicach 50 minut. Najlepszy swój wynik w tym roku na tym dystansie (53 min. 15 sek.) uzyskałem na początku maja podczas kameralnego biegu "II Dycha Justynów-Janówka".
Jeżeli trening z miCoachem odnosi skutek, to muszę pobiec szybciej.
Trzeba wiedzieć, że Bieg Powstania Warszawskiego ma niepowtarzalny charakter i niesamowitą atmosferę. Odbywa się po zmroku, co przy lipcowych temperaturach jest dla biegaczy zbawienne. Rejon startu / mety oświetlony jest zniczami, na trasie rozlokowane są historyczne grupy rekonstrukcyjne odtwarzające sceny z Powstania, w niektórych miejscach stoją głośniki, z których dobiegają odgłosy strzałów i spadających bomb, oraz komunikaty powstańczego radia. Nie trzeba dodawać, że biegnie się wzdłuż tych samych miejsc, które były areną warszawskiej gehenny.
A w środku tego wszystkiego 3 tysiące biegaczy. Doprawdy udział w takim biegu to niecodzienne przeżycie.
Nic więc dziwnego, że w tych okolicznościach zrealizowałem swój cel z nawiązką. Na metę dobiegłem dokładnie 48 minut i 56 sekund po przekroczeniu linii startu i zająłem 733 miejsce (sic!). Zbliżyłem się tym samym do mojej życiówki na 10 km wynoszącej 47'46''. Co ważniejsze biegło mi się lekko i żwawo. Pomimo dość szybkiego jak na mnie tempa udało się je utrzymać na całym dystansie.
Dawno nie wbiegałem na metę tak bardzo zadowolony, dawno nie odbierałem pamiątkowego medalu tak bardzo z siebie dumny. Jest postęp!
Jak widać tacierzyństwo mi służy. :)
No dobrze, kładę się spać bo zrobiło się już poźno, a Maja uwielbia robić nam pobudki o nieludzkich porach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz